II Zlot BT – relacja

Jak zrobić Zlot Battletecha? Trzeba dać kasę, mieć trochę czasu i kilku znajomych. Jest przy tym zadziwiająco mało pracy, bo rzeczy dzieją się same. Będą pokazy, atrakcje, makiety, figurki, scenariusze, kampanie, trochę piwa i konwent gotowy. Nikt nie przyjechał na gotowe, ale o tym potem.


Piątek.

zlot01zlot03zlot04

 

 

 

 

 

Klub Dżentelmenów to urocza piwniczka pełna blatów, figurek, makiet, itd… Prawdziwa nerdownia w centrum warszawskiego Powiśla. Poranek upływał pod znakiem rozkładania gratów, uruchamiania sprzętu, zajadania paluszków oraz czekania na pierwszych gości. Człowieka nurtują standardowe pytana: ilu przyjedzie, czy dobrze zaklepałem miejsca hotelowe, czy starczy blatów, ile pizzy zamówić. Pierwszy zjawił się MvB, który był w Warszawie od czwartku. Pogadaliśmy o pierdołach, dziurawych prześcieradłach, proporcji Ukraińców do Polaków w okolicy Dworca Zachodniego, bitwach morskich. Specjalnie nie rozkładaliśmy żadnej gry, bo użerałem się jeszcze z sekcją retro, czyli co tym razem nie działa w starym PC.

Potem był Ryoken, MKG, Vincent Red, lokalni zaczęli się schodzić, a sytuacja zaczęła się klarować. MKG zajął się prezentacją Shadows of the Void, o której niestety nie powiem dużo, gdyż zająłem się przegrywaniem z Vincentem, który ulepszył Klanowy Honor do artylerii. 🙂 Ryo zrobił wieczorem pokaz Battleforce, na którym poszło mi odrobinę lepiej. W tle leciały na przemian turnieje Infinity oraz Armady Star Wars. Co jakiś czas zaglądali do nas gracze pamiętający stare czasy, albo chcący popykać w Mrchwarriora 2 Mercs na Joysticku.

W międzyczasie wtrząchnęliśmy cztery pizze, a wieczorkiem poslziśmy do hostelu Tatamka, żeby zarezerwować miejscówki. Okazało się, że na recepcji trochę pomieszali, ale wyszło na lepsze.

zlot20zlot19zlot25

 

 

 

 

 


Sobota.

zlot29zlot40zlot34

 

 

 

 

 

Kolejny dzień był bardziej tłoczny. Było nas jakieś 15 osób (nie policzyłem dokładnie), pięć stołów było zawalonych wszelkiej maści figurkami i, w połączeniu z turniejami w innej części sali, było całkiem gęsto. Na stoliku technicznym pojawiła się drukarka i hurtowo wypluwała kolejne karty maszyn na potrzeby cięgle odbywających się gier i pokazów. Oprócz głównej atrakcji, jaką był nalot na ukrytą bazę Blakistów, wszędzie coś się działo. Jedni grali na mojej makiecie luźne partyjki Battletecha, Rocy7 i Admirał siedzieli przy kosmicznym Halo, polukaliśmy na karty do Battletech CCG. Nawet nie do końca wszystko ogarniałem, ale wiadomo: sami swoi i trochę zaufania do człowieka trzeba mieć. Komputer z Mechwarriorem był cały czas na chodzie i synek sędziego Armady przejawiał duże nim zainteresowanie. W sumie bez przerwy ktoś grał, a pod wieczór urządziliśmy sobie konkurs szybkostrzelności Quickdrawem z małą figurką Archangela jako nagrodą. Obiad zaliczyliśmy w Emir Kebab, gdzie dostępne było świetne Danie. Serio, tak to się nazywa w menu.

Nalot na Blakistów skończył się tak, że jednen z pilotów dostał za dużo WAAAAAGH, odpalił atomówkę i była to jedna z najdłuższych tur w Battletechu, jaką miałem przyjemność widzieć. Z mojego latacza nic oczywiście nie zostało, ale skoro Omega też padła, byłem trochę pocieszony. Generalnie cel został przez atakujących osiągnięty, ale zmarli od napromieniowania pół roku później.

Po 18:00 byliśmy już sami, zaczęło robić się ciszej, spokojniej i jakoś tak naturalnie przeszliśmy w tryb gadania o niczym, podjadając paluszki, chrupki oraz popijając piwo i colę. Chłopakom zachciało się erpega, więc zrobiliśmy szybkigo jednostrzałała, do którego miałem zrobione pół scenariusza i prostą mechanikę inspirowaną zapomniałem czym. Siedzieliśmy do trzeciej, po czym bardziej miękcy udali się do hostelu, a weterani wyciągnęli śpiwory i położyli się na podłodze, krzesłach i co tam znaleźli. Krzesełka okazały się trafnym wyborem, bo od podłogi szedł chłód. Miałem półtorej godziny snu, co odczuwałem gdzieś do czwartku.

Ogólnie sobota była, jak się spodziewałem, najlepszym dniem i najwięcej się działo. Nawet nie tyle, że zagraliśmy najwięcej, ale po prostu się spotkaliśmy i przegadaliśmy pięć godzin. Zleciało jak chwilka i żałowaliśmy, że noc jest taka krótka.

zlot30zlot31zlot32

 

 

 

 

 


Niedziela.

zlot43zlot45zlot50

 

 

 

 

 

Byłem przekonany, że w niedzielę będzie luźniej, ale cały czas było nas około 15 osób. Dzień zleciał szybko, bo też zaczął się, ze zrozumiałych względów, trochę później. Duncan Fisher zajął się budzeniem śpiochów przed przyjściem lokalnych na swoje turnieje. 🙂 Ryo pogrywał z MvB na makiecie Brathaca w coś innego niż Battletech (niektórych nie zrozumiesz). Makieta do luźnego grania była wciąż w ruchu. Na 14:00 wybraliśmy się do Centrum Nauki Kopernik – tak, jest w Warszawie – na mały pokaz w planetarium. Z repertuaru wybrałem to, co akurat było. Dla wyjadaczy SF nic nowego, ale efekty przyjemne. Potem standardowe Danie u Emira i wróciliśmy pograć. Ja powoli myślałem już o sprzątaniu i układałem sobie rzeczy kategoriami.

Nie byłbym sobą, gdybym nie przeszkolił chłopaków w Aerotecha. Mówili co wszyscy: dobra gra, tylko trzeba zmienić zasady. Ja tam ich nie rozumiem, ale trudno. Przy okazji przejrzałem z MvB pięć podręczników i okazało się, że dobrze pamiętał jedną zasadę, którą pominąłem. Pyknąłem pół partii w battletechową karciankę i wrażenia mam jak najbardziej pozytywne. elegencka mechanika i nieprzeładowane zasadami karty, które nawiązują w ciekawy sposób do mechaniki bitewniakowej i są mocno osadzone w uniwersum. Dzięki też dla wieczornej ekipy za pomoc przy sprzątaniu. Było trochę odkurzania, zebraliśmy parę worków śmieci. Rozpadało się na dobre i robota samemu zajęłaby pewnie ponad godzinę. Znalazło się trochę pozostawionych gratów, jakieś kostki, podstawki, sweterek i kawałki makiet.


Dzięki wszystkim za przybycie i wkład w organizację. Jak napisałem na początku, każdy coś przyniósł i dołożył się do zaplanowanych (oraz niezaplanowanych) atrakcji. Tym się różnią nasze spotkania od standardowych konwentów, że robimy tu przede wszystkim dla siebie nawzajem, znamy nasze gusta i bawimy się z każdym we wszystko. Mamy już kilka pomysłów na kolejne spotkanie, więc do zobaczenia w przyszłym roku.

Jedna myśl na temat “II Zlot BT – relacja

  1. Pierwsza focia z cateringiem świadczy jednak o tym, że przybyliśmy na gotowe :).

    Najlepsza była mina Horstmanna jak wpadł o 22 w sobotę, a ja od razu: “Kawy, napoju, piwa, czipsów?” 😀

    Bezwzględnie musimy to powtórzyć i mam nadzieję, że grono będzie bardziej kompletne.

    BTW film był super. Doskonale się bawiłem ;).

Dodaj komentarz