Marauder w świetle jupiterów

Solaris VII Arena Challenge w Raciborzu – relacja

 

W dniach 19-21 lutego w Raciborzu odbył się konwent NERD 2016, na który pojechaliśmy przetestować Arenę przed imprezą na Pyrkonie. Poniższa relacja skupia się na przebiegu wydarzenia Battletechowego, które miało miejsce w sobotę 20 lutego.

Imprezę przygotowaliśmy we dwóch z kingbrucelee, który prywatnie był również jednym ze sponsorów konwentu, a także sponsorem nagrody głównej w imprezie Battletechowej. Nagrodą było pudło startowe, tzw. Battletech Intro Box, zawierające między innymi 24 podstawowe figurki mechów.

Ja ze swojej strony byłem odpowiedzialny za dostawę i złożenie zbudowanej przeze mnie Areny w wersji 1.0.

Event został zaplanowany w następujący sposób.

Około 10.00  rano nastąpiło rozpoczęcie akademii dla kadetów, gdzie chętni mogli wziąć udział w krótkich i brutalnych kursach szkoleniowych, na których uczyli się zasad podstawowych. Kursy miały formę pojedynków mechów o podobnych wartościach punktowych w trzech klasach wagowych. W większości pokazowych walk nie stosowaliśmy zasad dotyczących temperatury. O godzinie 18.00 rozpocząć się miała walka finałowa na pełnych zasadach podstawowych, w której wszyscy dotychczasowi uczestnicy mieli walczyć równocześnie. Ostatni stojący mech miał zebrać laury i nagrodę główną. Zasady dotyczące walki finałowej ostatecznie lekko zmodyfikowaliśmy.

 

20160220_095904

Po ustawieniu makiety Areny i dokonaniu kilku szybkich poprawek w makijażu (trochę się potargała w transporcie) prawie natychmiast znaleźli się ochotnicy do pierwszej tury szkoleń. Rękawicę w klasie lekkiej podjęli Mawet i Atom, obsadzając odpowiednio Assassina ASN-21 i Panthera PNT-9R. Ja wyjaśniłem podstawy gry, kingbruclee zajął się prowadzeniem gry i tłumaczeniem zasad na bieżąco.

20160220_114334

Pierwsza walka na Arenie była najdłuższą walką jaką stoczono tego dnia, głównie przez pierwsze tłumaczenie zasad, ale też ze względu na pierwsze ostrożne kroki kadetów. Nie bez znaczenia był też dobór mechów – Assassin to szybki i zwinny fighter wyposażony w lekki, acz różnorodny zestaw uzbrojenia, podczas gdy lepiej opancerzony i wolniejszy Panther posiada wąsko wyspecjalizowane uzbrojenie o znacznie większej sile rażenia. Pojedynek bardzo szybko został porównany zresztą do walki zwinnego elfiego łucznika z ciężkozbrojnym krasnoludzkim topornikiem – Assassin skakał, biegał, krył się, wyskakiwał i zasypywał Panthera gradem słabych ataków, podczas gdy Panther niestrudzenie brnął przed siebie i prażył ze swojej broni głównej, działa molekularnego. Trafiał rzadko, ale kiedy już mu się to udawało, Assassin tracił sporo pancerza.

20160220_114649

Ostatecznie po prawie 1,5 godzinie wodzenia Atoma za nos, Mawet wymanewrował go pod ścianę Areny, a następnie umiejętnym pchnięciem wepchnął go na pole siłowe ograniczające teren gry, dezaktywując Panthera.

Praktycznie od razu na Arenę weszło dwóch kolejnych kontestantów. Veeto obsadził Jennera JR7-D, a Zgnity Cicadę CDA-2A. Zapowiadał się pojedynek kogutów. Chłopaki zajęli tym razem południową część Areny, bo na północnej  Atom domagał się rewanżu na Mawecie.

20160220_122041

Tutaj pojedynek był dość wyrównany – Cicada miała lepszego pilota i była nieznacznie szybsza, za to Jenner dysponował nieco lepszym pancerzem, silnikami skokowymi i dwukrotne większą siłą ognia. Zgnity jednak dobrze wykorzystywał przewagi swojej maszyny i pilota i umiejętnie zachodził mecha Veeto z boku, uniemożliwiając mu wykorzystanie pełnego potencjału uzbrojenia. W którymś momencie udało mu się odstrzelić ramię Jennera, redukując jego podstawowe uzbrojenie ofensywne (średnie lasery) o połowę. Sam także stracił ramię w międzyczasie, ale dzięki bardziej przemyślanej konstrukcji Cicady nie stracił przez to żadnego istotnego komponentu. W tym momencie walka zamieniła się już w zaganianie okaleczonego Jennera i systematyczne wykańczanie go. Cicada zeszła z Areny zwycięska, choć mocno pokiereszowana.

20160220_125430W tym samym czasie w północnej strefie Atom i Mawet toczyli swój drugi pojedynek. Tym razem obsadzili Commando COM-2D (Atom) i Spidera SDR-5V (Mawet). Walka toczyła się ze zmiennym szczęściem dla obu zawodników. Commando to jedna z najlżejszych maszyn w swojej klasie, choć posiada pancerz i uzbrojenie maszyny dwa razy cięższej. Z kolei Spider to szybka, skoczna i zwinna maszyna, o stosunkowo lekkim uzbrojeniu.

Walka toczyła się głównie wokół szczytu wzgórza w północno-wschodnim kwadrancie mapy, które stanowiło naturalne gniazdo snajperskie i okazało się kluczowe w późniejszym finale. Tutaj pancerz leciał gęsto i bez pardonu – Atom kilka razy odchodził od stołu, by się uspokoić, choć Mawet też nie miał lekko – szczęśliwy (dla Atoma) strzał trafił Spidera w głowę, powodując kilka przykrych konsekwencji, najważniejsze z nich było zranienie pilota i wywrotka Spidera.. Niestety Atomowi nie udało się wykorzystać przewagi i w ostatecznym rozrachunku poobijany pilot Spidera okazał się zwycięzcą.

20160220_140203

Kolejny pojedynek postanowiliśmy z kingiem trochę urozmaicić, dlatego pozwoliliśmy graczom obsadzić maszyny średniej klasy wagowej. Pojedynkowali się nowo-przybyły  Damian i Atom, który nie mógł przeboleć podwójnej przegranej z Mawetem.

Damian wybrał dla siebie Trebucheta TBT-5N, zaś Atom Dervisha DV-6M. Obydwie maszyny to zdecydowane mechy artyleryjskie, skupiające się na ostrzale rakietami dalekiego zasięgu, choć mają też wyposażenie do walk na krótkie dystanse. Dervish posiada nieco bardziej wszechstronne uzbrojenie, jednakże na dalekim dystansie Trebuchet radził sobie lepiej dzięki potężniejszym wyrzutniom. Taktyka Atoma, czyli bieg po otwartej przestrzeni by jak najszybciej skrócić dystans niezbyt się opłaciła, ponieważ Damian bardzo skutecznie raził go z dystansu, a potem ten dystans utrzymywał, dodatkowo uciekając w południowo-wschodni, mocno zalesiony kwartał Areny. Dervish nie był w stanie zniwelować różnicy w sile rażenia długodystansowego i dość szybko stracił pancerz i padł, trafiony szczęśliwym rzutem, który łańcuchowo zniszczył bok i zadał srogie krytyczne uszkodzenia wewnętrzne. Trzeba tu powiedzieć, że w tej walce wyraźnie było widać szczęście w kościach Damiana, który wpakował pod rząd dwie pełne wiązki rakiet w mecha Atoma, a potem zadawał wielokrotne, łańcuchowe uszkodzenia krytyczne.

Na tej walce zakończyliśmy program podstawowy szkolenia kadetów. Czekając na finał o godzinie 18.00 rozegraliśmy jeszcze dwa mecze sparringowe z chętnymi – kingbrucelee walczył z Damianem, ja zaś postanowiłem podszkolić jeszcze Atoma i dać mu szansę na zwycięstwo. Oba pojedynki toczyły się już na mechach ciężkich. Damian wybrał Cyclopsa CP-10-Z, king zaś wziął dużo lżejszego Dragona DRG-1N. Atom wziął Awesome’a AWS-8Q, ja zaś wziąłem swoją ulubioną Banshee BNC-3E.

Przyznam, że byłem zbyt zajęty grą przeciwko Atomowi by śledzić równoległą walkę Damiana z kingiem, ale wiem, że Cyclops wygrał i to dość szybko. Trudno się dziwić, przewaga masy i najpotężniejsze działo w grze musiały zrobić swoje. W czwartej rundzie Damianowi udało się krytycznie trafić Dragona w lewy bok, powodując eksplozję amunicji i zniszczenie Smoka.

20160220_170845

Mój pojedynek z Awesome’m był dość śmieszny i zakończył się dość spektakularnie. Stwierdziłem, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem przy takim przeciwniku jest szarża, zwarcie i wykorzystanie przewagi prędkości i masy by go zdjąć wręcz. Na początku szło mi nieźle – Awesome, dysponujący przewagą 2:1 w sile ognia skrobał mój pancerz mocno, ale nie pozostawałem mu dłużny. Niestety w krytycznym momencie szczęście przestało się do mnie uśmiechać, i przez dobrych 5 czy 6 tur z rzędu przegrywałem testy inicjatywy, co kończyło się niemożnością przeprowadzenia skutecznej szarży. Gdy w końcu odzyskałem inicjatywę, Awesome wlazł pomiędzy pagórki, co znacznie utrudniło szarże. Mój pancerz był już dość mocno nadżarty w centralnych lokacjach i na nogach, podczas gdy Awesome był dopiero lekko nadgryziony. W końcu udało mi się dopaść Atoma w walce wręcz, po paru chwilach kręcenia się wokół niewielkiego zagajnika, i powoli zacząłem odzyskiwać przewagę. Wkrótce też Awesome stracił lewy bok, a wraz z nim lewą rękę. Ja zaś miałem już dość mocno potrzaskane nogi i praktycznie nagie lokacje centralne. Szanse były ledwo wyrównane i nawet po cichu kibicowałem Atomowi, ale szczęście znów się od niego odwróciło – ze ściany ognia, którą powinien mnie powalić nie trafiło nic, a później mój strzał z działa molekularnego został przechwycony przez odkryty już tors Awesome, wypadły trzy uszkodzenia krytyczne, i wszystkie trzy trafiły w reaktor liniowy, topiąc go i zamieniając Awesoma w malutką supernową.

To była ostatnia walka treningowa przed turniejem.

O 18.00 stawiło się czterech pretendentów do tytułu championa areny w kategorii Open.  Byli to Atom, Damian, Mawet, i Zgnity. Veeto musiał się ewakuować wcześniej.

20160220_180458

 

 

 

Postanowiliśmy lekko zmienić wcześniejsze ustalenia, ze względu na parzystą i niewielką ilość graczy. Pierwszą modyfikacją było wprowadzenie losowania mechów finałowych – każdy z graczy rzucił k8 (dostarczone rzez Zgnitego), wynik oznaczał jednego z 8 ciężkich mechów. Dodatkowo postanowiliśmy zrezygnować z walki “wszyscy na wszystkich” i rozbić walkę na dwa równoległe pojedynki, również losowane. Zwycięzcy obu walk mieli natychmiastowo przejść do walki finałowej, bez napraw, uzupełniania amunicji itd. Tym razem graliśmy już na pełnych zasadach podstawowych, włącznie z liczeniem amunicji i odprowadzanego ciepła.

Walka miała się kończyć (poza normalnym zniszczeniem mecha/i lub zabiciem pilota) w przypadku gdy któryś z mechów straci pancerz na centralnym torsie (musi się wtedy wycofać), zostanie unieruchomiony, pilot zostanie ogłuszony na dwie tury, lub mech nie będzie w stanie się podnieść.

Półfinałowe pary wyglądały tak:

20160220_182303

Północna połowa Areny

Damian na Awesome AWS-8Q vs Mawet na Zeus ZEU-6

Południowa połowa Areny

Atom na Catapult CPLT-C1 vs Zgnity na Quickdraw QKD-4G

Sędziowałem walkę  Damiana z Mawetem, zaś kingbrucelee odpowiadał za Atoma i Zgnitego.

Najpierw walka na Północy.

Mawet ruszył z północno-wschodniego narożnika, Damian z północno-zachodniego. Zarówno Zeus jak i Awesome to tzw. snajperzy, więc zakładałem, że walka będzie dość pozycyjna. Mawet jednak zapamiętał sobie wcześniejszą potyczkę z Atomem na północno-wschodniej ćwiartce, tak więc szybko zadekował się za szczytem najwyższego wzniesienia nad jeziorem. Miał dość dobre pole ostrzału i lekką przewagę zasięgu broni, co skrzętnie wykorzystał. Damian był zmuszony mozolnie pełznąć pod fortecę Maweta, prowadząc skuteczny, ale niewystarczający ostrzał. Pozostając na otwartym terenie Awesome stosunkowo szybko stracił cały przedni pancerz i zaczął się wycofywać, zmuszony swoim stanem technicznym. Zeus był tylko w trochę lepszym stanie, pancerz na torsie był już w strzępach, ale jeszcze się trzymał. W momencie gdy Damian wycofał się poza dystans efektywnego ostrzału, walka została przerwana, Mawet postanowił nie dobijać go i pozostał w swoim orlim gnieździe.

20160220_192323

Równolegle toczyła się ostra bitka pomiędzy kryjącym się wśród drzew Quickdrawem a biegającą po pagórkach Catapultą. W momencie gdy walka na północy już się zakończyła i mogliśmy skupić swoją uwagę na południu, sytuacja wyglądała dość opłakanie dla obydwu maszyn – Maszyna Atoma po dwóch trafieniach w silnik grzała się strasznie, przez co nie mogła prowadzić skutecznego ostrzału, zaś Quickdraw Zgnitego leżał wśród drzew z nieprzytomnym i rannym pilotem. zdaje się, że miał także uszkodzony żyroskop. Nie miał też pancerza na torsie, co w normalnych warunkach oznaczałoby wycofanie, ale że był unieruchomiony… zasady jednak były jasne. Gdyby pilot Quickdrawa się nie ocknął i nie podniósł maszyny, Catapult by wygrała. Wygrałaby także, gdyby Atom trochę poczekał i dał Zgnitemu się wycofać. Atom jednak parł dalej, prowadząc (niecelnie) pojedyncze salwy rakietowe z resztek amunicji jakie mu zostały. Quickdraw tuż po podniesieniu się odpalił w Catapult co tylko miał. Jedno z trafień okazało się krytyczne dla zasobnika amunicji w lewym boku maszyny Atoma – choć prawie pusty, jego eksplozja wystarczyła by zamienić Catapult w deszcz odłamków spadających w okolicy. I tak Zgnity został drugim finalistą turnieju.

Mieliśmy tu mały zgryz, bo technicznie rzecz biorąc Quickdraw wciąż powinien się wycofać. Stwierdziliśmy jednak, że w walce finałowej nikt by się nie wycofywał, oba finałowe mechy były podobnie pokiereszowane, więc pozwoliliśmy na natychmiastowe przejście do walki finałowej.

Bitwa finałowa
Bitwa finałowa

20160220_200425 Quickdraw ruszył w stronę Zeusa by dopaść go w walce wręcz, wykorzystując częściową osłonę lasu w którym chował się mech Maweta. Obaj finaliści dość szybko zdecydowali się na przejście do rękoczynów, co po kilku turach zaowocowało ostatecznym zwycięstwem Zeusa.

 

 

Zwycięzca otrzymał nagrodę główną, czyli zestaw startowy do Battletecha. Dzięki uprzejmości organizatorów zostaliśmy również wyposażeni w nagrody pocieszenia w postaci bombonierek, które wręczyliśmy pozostałym uczestnikom. Trzeba było jeszcze zrobić pamiątkowe zdjęcie i powymieniać się kontaktami, i ja już musiałem się zbierać, pakować Arenę do samochodu i jechać kilkadziesiąt kilometrów serpentynami w siekącym deszczu ze śniegiem. Ale to już zupełnie inna historia….

20160220_200811

Jeszcze jedna rzecz. Mawet otrzymał dodatkowe wyróżnienie. Aby upamiętnić jego zwycięstwo, zaprojektowałem dla niego banner na wzór tych, które już zdobią Arenę, który zostanie dodany przy zwycięskiej bramce. Panie i Panowie, oto proporzec Stajni Mawet 🙂

mawet final

Mam nadzieję, że tego typu proporce staną się tradycją, i każdy kolejny zwycięzca turniejów Areny będzie miał własny.

Ze swojej strony chciałem podziękować wszystkim uczestnikom za udział, to była świetna zabawa.

Oczywiście chce także pogratulować zwycięzcy – to były naprawdę epickie walki. Mam nadzieję że ten Intro Box wciągnie cię w Battletecha na dłużej.

Szczególne podziękowania i gratulacje (za wytrwałość) chciałbym przekazać Atomowi – stoczył w ciągu dnia 5 walk, wszystkie przegrał na okropnych rzutach, ale mimo to się nie poddał i jak twierdzi – gra mu się wciąż podoba 🙂

 

9 myśli na temat “Solaris VII Arena Challenge w Raciborzu – relacja

  1. Następny będzie Poznań. Potem być może mały event w Opolu. Robsal chce do Warki. Mam na sierpień propozycję Polconu we Wrocławiu. Oferty się sypią 🙂
    co do nowych – nie wszyscy jeszcze doszli do forum. Ze Zgnitym gram w poniedziałek w lokalnym pubie planszówkowym (nie wiedziałem, ze coś takiego mamy!), a king ostro pracuje nad społecznością raciborską. Tak więc dzieje się.

Dodaj komentarz